środa, 27 stycznia 2016

Jakos tak wyszlo.

~Nie inetesuje mnie co myslisz, jesli nie obchodzi cie moje szczescie albo masz ochote namieszac w moim zyciu nie musisz tego czytac. zajmij sie wlasnym zyciem, bo wcale nie masz lepiej~

Wyszlo tak jakos ze zostalam z ta sama rodzinka na drugi rok, moze dobrze moze zle ale zostalam i sie z tego ciesze - a bynajmniej tak bylo poniewaz od jakiegos czasu przechodze kryzys.
Mowi sie ze podczas roku jako aupair najgorszy jest 3 tydzien, 3 miesiac i.. cos tam jeszcze.
No to u mnie kryzys dopadl mnie teraz. Po pierwszym roku, te same obowiazki, ci sami ludzie.
No i juz sie nie chce, poprostu sie nie chce czlowiekowi.
A na dodatek ZIMA. Kto to wymyslil.... Wiadomo nie mozna pic kakao czy goracej czekolady codziennie no a jak zima, to ponuro, jak ponuro to smutno a jak smutno to czekolada. Albo cokolwiek co Ci humor poprawia. No to albo czekolada albo frytki (hahahah dopiero teraz przyszlo mi to do glowy)

Kocham moja rodzinke bardzo, bardzo ich kocham i jestem wdzieczna za to i tamto. Nikt z was tego nie wie, wiec teraz uwaga uwaga....!!!!! Z mojej zapizialej miejscowosci przeprowadzam sie do wiekszej troche miejscowosci ale zaraz blisko miasta! Najwiekszego w NC :) Wiec super, nie moge sie doczekac, nowe miejsca nowi ludzie nowe wszystko... Z tym ze bede bardzo bardzo tesknic za moimi znajomymi tutaj. Wiem to.

No i tesknie za Polska, nawet nie macie pojecia jak bardzo! Ja jako jedynaczka zawsze bylam blisko rodzicow, ale rowniez bardzo duzo podrozwalam od najmlodszych lat. Ciesze sie ze tu jestem, w tym miejscu gdzie jestem obecnie. Moze nie jest to czego oczekiwalam od siebie jakies 15 lat temu - kiedy myslalam ze w wieku 18 lat bede mieszkac z najlepsza kolezanka a w wieku 20 lat beda miala meza... Ale napewno zaszlam dalej niz inni, niz Ci co probowali mnie pouczac swoimi zajebistami radami ktore gowno przyniosly. TAKZE, nie ma co sluchac tych co probuja wejsc z butami w wasze zycie, liczy sie to czy ty jestes zadowolona/y z zycia i czego od siebie oczekujesz. Oczywiscie czasami nie wszystko jest zalezne od nas ale przyjdzie ten czas kiedy ty TY zadecydujesz co dalej. Nie zmarnuj tego, prosze Cie.




poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Szare kolory tęczy.

Niby okres wakacji wydawać mogły sie najlepszym okresem w roku, ale czy koniecznie dla AuPair..? Siedzę sobie na fotelu nad oceanem w Maine z moja wspaniała rodzinka. Chyba jednak wolałabym byc w domu i obiecuje juz nigdy nie narzekać na moje małe miasteczko w Karolinie północnej. Kiedyś wydawało mi sie ze nad morzem nie moze byc nudno. Hmm, no moze w Gdyni Gdańsku czy Sopocie - nie, ale tutaj napewno. Owszem jest pięknie, ciepło i przypomina mi troche o Bałtyku. Tak samo zimne albo i troche bardziej lodowate z tymże znacząca różnica jest to ze jest o wiele czystsze. Ofc zadnych AuPair tutaj nie spotkałam, aczkolwiek nie jest tak zle, tylko siedzę i nic nie robię poza praca. Następnym razem jak pojadę z nimi gdziekolwiek nie ruszam sie bez komputera. Szczerze mówiąc łudziłam sie ze telefon mi wystarczy ale jednak nie.
Wracając do mojej wspaniałej rodzinki dostałam informacje ze do piątku musze podjąć decyzje czy z nimi zostaje czy tez nie. No i chyba jednak nie. Ostatnio nasze relacje sie psują - dowiedziałam sie że to moja wina i ze to ja chyba ich nie doceniam. Ok, niech bedzie. Nie mam zamiaru z nikim sie wykłócać tymbardziej ze zostało mi duuuuzo czasu z nimi do zakończenia roku (styczeń).
Nie moge zapomnieć o tym ze poznałam Polkę w moim małym miasteczku, szanse ze spotkam kogos takiego sa jak 1:1000000000 albo i więcej haha. Nie mieszkam w Chicago, NY, NJ a jednak udało mi sie poznać M. Dziękuje Bogu za nią, wiadomo ze jest o wiele łatwiej i przyjemniej pracować i żyć ze świadomością ze ma sie kogos takiego jak M. Schabowy z mizeria był, watróbka z ogórkami była a teraz czas na grilla i gołąbki! Hahaha juz nie moge sie doczekać.
Życzę wam powodzenia z waszymi rodzinkami :)
Karolina.

środa, 15 lipca 2015

Ryzyko.

Jakby nie patrzeć, ryzyko nie jedno ma imię. Codziennie ryzykujemy - wstać czy nie wstać, czy wypić tą kawę czy może nie.
No dobra ale to nie takie ważne. Zaryzykowałam i przyjechałam do USA jako AuPair. Zaryzykowałam wszystko nie ryzykując z niczego. Studia skończone, związek z partnerem zakończony, pracy nie ma, a przyjaciele jeśli są przyjaciółmi to nimi pozostaną nieważne gdzie jesteś.

W dniu dzisiejszym zaryzykowałam i pojechałam do miasta obok pograć sobie w siatkówkę. No i wyszło jak myślałam że wyjdzie - o mało co mnie nie pozabijali tam. No dobra nie umiem grać tak jak oni w siatkówke no ale staram sie okej? Matko nie wiem co jest nie tak z tymi ludźmi, ale nie ma co sie przejmować, jeszcze im pokaże :P
Coś czuje że jeszcze w dniu dzisiejszym czeka mnie pare innych ryzykownych sytuacji.

Myśląc o znaczeniu słowa RYZYKO przychodzi mi na myśl jedno z moich doświadczeń. Ponad rok temu zaryzykowałam dla wielkiej  miłości. Dla miłości w USA. Skończyłam studia magisterskie w przyśpieszonym terminie, zostawiłam rodzinę i przyjaciół. Wszystko co miałam. Musiałam zarobić na bilet, wizę i inne. Oddałam się temu RYZYKU całkowicie. No i wszystko na chuj. Jak zwylke wyszło jak wyszło a miało być tak pięknie. Wróciłam do Polski po pół roku bycia w toksycznym związku z dala od domu, przyjaciół i strefy bezpieczeństwa (psychicznego). Ale co było a nie jest nie pisze sie w rejestr.

Najbardziej stresuje mnie RYZYKO podjęcia decyzji (bardziej niż sama decyzja) czy przedłużyć o kolejny rok mój pobyt w USA z tą samą rodzinką, a może zmienić...? Nie wiem. Spisałam sobie wszystkie plusy i miniusy i niby wychodzi mi że wiecej mam na TAK ale boje się jak to będzie  wyglądało z moim grafikiem przy czwórce dzieci. Kocham ich bardzo mocno ale czy moja miłość jest wystarczająca żeby zostać z nimi na kolejny rok i przez 365 dni znosić ich humorki, płacze i wrzaski..?

Najważniejsze to sie nie bać, wiec pamiętajcie,

Z PODNIESIONĄ GŁOWĄ ZDOBYWAJMY ŚWIAT!

wtorek, 14 lipca 2015

Prawda.

Prawda jest taka ze to wszystko to gowno prawda. Raz jestem szczęśliwa raz chce mi sie ryczeć. Tak tak wiem ze nie jestem jedyna. Ale uwaga uwaga, porażka milionowy zaczynam pisac bloga impreza milionowy 'obiecuje' poprawę. Zobaczymy na jak długo.
Ostatnio bardzo sie pozmieniało. Moja hostka urodziła maleństwo - udaję ze nie czuje sie pewnie ażeby sie nim nie opiekować, ofc musiałam zostać na ten czas kiedy ona była w szpitalu z trojka dzieci i babcia która niejako tez wymaga opieki i tak, czułam sie wykorzystywana ale na szczęście sie opłaciło. Mała jest nawet słodka i wcale duzo nie ryczy (jeszcze) tylko ciagle głodna chodzi (jak to bywa u noworodków). Starsze dzieciaki spoko. Moja dwulatka jak dla mnie perfekcyjnie tylko ze nic nie gada oprócz 'nina' (czyli ja) 'ni ma' 'no more' 'more ' mama dada i kilka innych. Porażka. Ofc sika w pieluchy ale ja tam noe bede sobie stwarzać więcej roboty. Pozostała dwójka - raz dobrze raz średnio ale ostatecznie to matka trzyma wodze nad nimi.
Pogoda super! Super gorąco ze ba nic nie ma sie ochoty! Hahaha

Ale uwaga uwaga!
Wczoraj w parku poznałam mamę i sie okazało ze to Polka!!!! O mało nie padłam z wrażenia :) ofc od razu wymieniliśmy sie nr :)

Ok to tyle na dziś. Jestem ostatnio przemęczona bo po pracy chodzę na zumbe i siatkówkę - nie ma obijania sie!!! A siłownia jak zamknęli 3 miesiące temu tak dalej nie powstała żadna nowa...

Pozdrawiam wszystkie wykorzystywane mniej lub bardziej AuPair!

czwartek, 16 kwietnia 2015

Być czy mieć

Zastanawialiście sie kiedyś nad funkcjonalością portali randkowych- tutaj mam na myśli te w USA. Za każdym logowaniem masz +10 nowych wiadomości, +50 nowych odwiedzin na profiilu. Zaczeło się wszystko od Alicji (nie wiem czy to przeczytasz ale dzięki za wszystko) która namówiła mnie do założenia OkCupid - w sumie to nie wiem co o tym myśleć ale moim powodem dla którego założyłam sobie tam konto (niesety Alicjo nie dlatego żeby poznawać chłopaków hihi) była chęć szkolenia angielskiego. Konto założyłam tam ok rok temu i w sumie spotałam się z trzema chłopakami od tego momentu - nie zpominajmy ze w usa jestem 101 dni, jakoś nie czuje większej potrzeby żeby poznawać kolesi jak narazie. Aczkolwiek jedna znajomość okazała się bardzo pomocna.
Tydzień temu byłam z moją rodzinką w Cancun na wakacjach (tzn oni mieli wakacje - a ja razem z nimi, mimo ze pracowałam całymi dniami to jakos sie nie przepracowywałam haha) no i oczywiście ja blondynka nie wziełam ze sobą formularza DS-2019 ( taaak wieeeem!!! Wszyscy o tym trąbią na lewo i prawo ale stało się no co! ) Przetrzymali mnie na granicy (z Cancun mieliśmy najpier lot do Miami gdzie mnie zatrzymali i potem do Północnej Karoliny), spóźniłam się na samolot ale że spóźniłam się nie z mojej winy to nie musiałam za to płacić natomiast hości polecieli normalnie swoim lotem... Czekałam 2 godz w biurze gdzie musisz sie wytłumaczyć czemu nie masz papierka itd itp potem okazało się że nie ma miejsc w samolocie... Ani w tym  locie ani w nastepnym... A co gorsza nie wiadomo było czy polece jeszcze tego samego dnia (byłam bez bagażu bo bagaż hości zabrali a ze sobą nie miałam nic (nawet ładowarki, którą zawsze nosze ze sobą w torebce a tym razem włożyłam ją do dużej torby) oprócz portfela i telefonu...) Ryczeć mi się chciało jak nigdy i ofc to wszystko była moja wina jakby nie patrzeć hahaha - chociaż koleś na granicy powiedział że to się notorycznie zdarza że studenci i aupair zapominaja forlumarza.... Na szęście udało mi się dostać na ostatni lot (niemalże biłam się o swoje miejsce a naprawdę nie było łatwo hahaha) ale czułam się szczęśliwa siedząc w samolocie :) nawet sobie nie wyobrażacie... ale pojawił się kolejny problem... byłam w samolocie o godz 11,30 w nocy a moi hości byli w drodze z lotniska do domu... dostałam od nich wiadomośc ze nieserty nie mogli czekać dłużej (nie dziwie sie, z trójką dzieci, ona w ciąży a host rano do roboty - chociaz mogli sie mnie posłuchac i od razu jechac do domu a nie czekac na mnie na lotnisku haha) i wymyślili że mi zarezerwują hotel gdzieś w Charlotte ( ok 1,20h od nas ) ehhh ja bez nieczego do hotelu?! No nie. Tak nie mogło być! No to że cały czas byłam w kontakcie z moimi dwoma "kolegami" z okcupid (hahahah) to jeden mieszkający między moją miejscowością a charlotte przyjechał po mnie na lotnisko...  w sumie to było nasze drugie spotkanie w życiu ( nie licząc rozmów na Face Time niemalże codziennie) O czywiście Hostka panikara się bała co to ja wymyśliłam znowu hahaha ale dojechałam cała i zdrowa :)
Chciałabym żeby ktoś napisał książkę o moim życiu... jacyś chętni?!

Pozdrawiam :)


sobota, 21 marca 2015

No comments...

Jestesmy wlasnie w drodze do Atlanty, jakby nie patrzeć to mój taki pierwszy dalszy wyjazd weekendowy ;) co prawda nie mamy ścisłe określonego planu ale jestem pozytywnie nastawiona bo przecież jadę z najlepsza ekipa pod słońcem ;) relacja pózniej ;)
Slyszalam od wielu  osób (moja hostka potwierdziła) ze wiele AuPair przyjeżdża do USA po to zeby sie chajtnac i zostać, w sumie dobra opcja ale nie wiem czy dla mnie... Odkąd tu jestem poznałam kilku chłopaków ale ze nie szukam nikogo to wiecie jak to jest, miej wyjebane a bedzie ci dane... Ale zacznijmy od początku (tzn końca)... Wspominałam kiedyś o różowej koszulce, widujemy sie co jakiś czas jako przyjaciele.. Tak mi sie bynajmniej wydalawlo... Raz poszliśmy do kina, potem na frozen yogurt (zaznaczył ze to zaproszenie bo w zdaniem ofc nie wiedziałam jak sie zachować płaciłam za siebie Hahaha) a tydzień temu moi hości zorganizowali kolacje dla niego i hosta bratanków, spędziliśmy miło czas ale nawet nie zamieniliśmy słowa, jakoś nie było czasu i okazji natomiast wczoraj spotkaliśmy sie na luch (biedaczysko był tak zestresowany ze wylał na mnie colę...) potem na spacer, no i o musiałam wracać do domu a on musial iść do wc (nie chce wiedzieć czy serio musiał czy chciał mnie zaciągnąć do siebie.. Nie wnikam ;) no to sie pożegnaliśmy (myślałam tylko o tym zeby nie chciał mnie pocałować bo przez cały ten czas dawał mi do zrozumienia ze bardzo mnie lubi, dawał komplementy itd itp ) i poszłam do domu. Zanim doszłam słyszałam ze ktoś biegnie no to sie odwróciłam i widzę jego zaspanego zmęczonego i jedyne co udało mu sie powiedziec to " mówiłem ze odprowadzę cię do domu" (o rany jakie poświęcenie Hahaha) kawałek przed domem powiedział ze tu mnie zostawi i mnie przytulil i niestety chciał pocałować... Ale czułam sie niezręcznie... Ugh... Ninawidze takich momentów, a buraka miałam chyba przez następne dwie godziny... No ale co zrobić Hahaha najgorsze jest to ze jest zaproszony na Wielkanoc :) co więcej i nie widzę żadnego sensu zeby sie z nim angażować w cokolwiek bo on wraca do columbi za trzy miesiące (ale jak moja hostka powiedziała ze latynoamerykanie maja to do siebie ze nie myślą o przyszłości, żyją chwila..) poza tym nie jest w moim stylu... Ale za to reszta wieczoru upłynęła w miłej atmosferze, byłam sama z dzieciakami w domu bo hości poszli na randkę, oglądaliśmy film, zakładaliśmy sie popcornem :) mam szczęście ze mam kochane dzieciaki ;)

piątek, 13 marca 2015

W momentach jak ten kocham moją pracę!

Dokładnie tak! Teraz mam to na piśmie :) Kocham to co robię, wiadomo że są lepsze i gorsze momenty ale jestem zadowolona z tego że jestemAuPair :) Mianowicie położyłam dziś moje dzieciaczki ( tak całą trójkę) spać przed godziną 8:00! Kocham ich! :) Wydarzyło się wiele (jak zwykle nie miałam czasu napisać notki) ale najciekawsze momenty to: Mecz NBA w którym grał nasz rodak Marcin Gortat, co prawda nie udało nam sie zrobić z nim zdjęcia ale i tak cieszyłam się jak głupia podczas meczu! (pominę fakt, że zobaczywszy innych Polaków na stadionie pobiegłam do nich jak jakaś obłąkana i zaczęłam gadać takie głupoty że do dziś mi wstyd hahaha (mieli polskie barwy a ja blondynka nie wziełam nic z PL wiec jak niby miał mnie zauważyć?! no to pobiegłam do nich i niemalże wyrwałam im ten szalik zeby mu pokazac ze tu jestesmy, na co oni grzecznie powiedzieli że on ich juz widział, no ale chujek nawet nie pomachał :(:( ale to nic) Moi hości powiedzieli mi ze nastepnym razem ( a to będzie następny raz?! ) zrobimy transparent i napewno nas zauwazy hahaha.
Kolejnym ważnym wydarzeniem może być propozycja moich hostów... mianowicie nie da ukryć się że ich lubię ( a dzieciaki kocham ) i oni mnie - zaoferowali mi pobyt na drugi rok a jeśli będę chciała z nimi zostać to kupią mi bilety do PL żebym mogła odwiedzić rodziców przed drugim rokiem... No z jendej str super sie ciesze a z drugiej czy ja aby napewno chce z nimi zostać tu w tej dziurze na dwa lata...? ciężka decyzja a wszystko okaże się po tym jak nowa dzidzia przyjdzie na swiat (w sumie to tylko od tego zależy... wiecie niemowlaki są strasznie nudne a ja nie mam zamiaru nontoper siedziec w domu :/ )

Ale zobaczymy co czas pokaże :)
Jedyne o czym teraz myślę to Spring Break w Cancun! :)

piątek, 20 lutego 2015

Nudy...

Siedzę właśnie na jakimś zadupiu z moja rodzinka, juz czuje ze marnuje swój czas przyjeżdżając tu z nimi, ale spoko następnym razem będę wiedziała Seby nie wyjeżdżać z nimi w zimna pogodę nad jezioro czy gdziekolwiek bo oni tylko w domu siedzą.... Siedzieć to ja mogę we własnym domu tzn tym hostów i bynajmniej nie będę się nudzić - chociaż ciekawa jestem czy miałabym jakikolwiek wybór ... Domek w którym jesteśmy jest naprawdę śliczny uniformy, utytułowany niedaleko jeziora a z balkonu widać pole golfowe, wszystko byłoby inaczej gdyby nie to ze tu zamarzam, nawet przy kominku (takim fikcyjnym bo wszystko kest kontrolowane przez wentylacje...) starszaki oglądają tv lub grają na iPad'zie a moja 18miesieczna pociecha się nudzi, a ja razem z nią... Ale przejdźmy do pozytywów...

Spotkanie z panem w różowej koszuli z przyjecia walentynkowego przebieglo zaskakująco dobrze :) i tym razem nie miał różowej koszulki Hihihi :P nie spędziliśmy ze sobą zbyt dużo czasu bo moja niezastąpiona i perfekcyjna hostka potrzebowała mojej pomocy przy gotowaniu rosołu... Boże jak ja będę tak nieogarnięta jak ona w jej wieku to powiedzcie mi szczerze ze mam się ogarnąć a nie... Ale nieważne :) co do spotkania... Cieżko jest wyczuć kolesia po dwóch spotkaniach (szczególnie ze po spotkaniu do niego napisałam SMS i odpisał dzień pózniej...) ale wydaje mi się ze się lubimy :) napewno nie będzie gorącego romansu (chociaż kto wie, pochodzi z gorącego kraju....) ale napewno będziemy świetnymi kumplami przez następne piec miesięcy - potem wraca do Columbii. Gadało nam się przyjemnie, bez niezręcznych cichych momentów :) w sumie to musze się z nim spotkać jak wrócimy z gór no nadajemy na tych samych falach ale uwaga.... Dowiedziałam się ze przez pewien czas był DJ'em... Mam tylko nadzieje ze dobrze tańczy i ze będzie okazja żeby nauczył mnie salsy... ❤️ Tymczasem uciekam... Kolacja czeka!!!!

Buziaki z lodowatej Północnej Karoliny! :)

wtorek, 17 lutego 2015

Dzieję się... dobrze :)

Dziękuję moim wiernym czytelniczkom i koleżankom AuPair które czytaja mojego bloga i zmotywowały mnie do napisania tej notki... Dziękuję :) ( i obiecuję, że nie będę więcej obiecywać że zacznę prowadzić bloga regularnie ale sie postaram - po prostu za dużo się u mnie dzieje! Ale od początku....

Mój czas w Północnej Karolinie mija... Spokojnie bez większych problemów i z coraz większą ilością sukcesów. Co prawda dziś siedzieliśmy cały dzień w domu bo szkoła była zamknięta, a jutro dzieciaki zaczynają ją później, więc jutro też dzień będzie lekki i przyjemny :) Co prawda będę miała pod opieką najmniejszą pociechę - która jest chora niestety ( i chce być wyłącznie z mamą albo tatą, jak dziś chciałam przebrać jej pieluchę po drzemce to myślałam że mam doczynienia z mistrzynią kickboxingu hahaha) ale wiem, że będzie dobrze, ponieważ ZACZYNAM KURS!  (Zanim tu przyleciałam chciałam iść na kurs pielęgniarski ale żeby dostać się na niego muszę zaliczyć kurs przed-pielęgniarski, za który uwaga NIE MUSZĘ NIC PŁACIĆ i jeśli go zaliczę to otrzymam dwa kredyty, kurs ten jest wprowadzający w tematykę pielęgniarstwa, nazewnictwo, jakieś strategie itd. Zajęcia odbywają się 3 razy w tygodniu przez dwa tygodnie i teoretycznie powinnam zacząć lekcje już dziś, ale że spadło 5cm śniegu to wszystkie szkoły są pozamykane i zaczynam jutro (oby...) hehehe :) Wyobrażacie sobie taki motyw w PL? Ja nie ale jak to mówią tu jest całkiem inne życie co jest prawdą... Wczoraj również wolne bo dzień prezydenta... Pff. A co wczoraj robiliśmy...? A wiem, to samo co dziś, czyli nic ! Wczoraj przyżądziliśmy polsko niemiecką kolację - mama mojej hostki jest niemką, więc ona ugotowała gulasz konsystencji zupy....? a ja zrobiłam placki ziemniaczane - oczywiście zjedzone z cukrem..!!!! Mniam, pychotka :) UWAGA! Jeśli macie ochotę, spróbujcie placków ziemniaczanych z Apple Sos - rzeczywiście muszę przyznać, że całkiem smaczne ale jednak nie przypomnia to smaku z dziecinstwa jak placki z cukrem :)

UWAGA nr2.. - na wakacje prawdopodobnie lecimy do Cancun! Yeah! Kocham moich hostów a Meksyk jest moim marzeniem nr 1 ! Jak nie Cancun to Floryda - w sumie bez różnicy jak dla mnie byle bym mogła popływać z delfinami i skoczyć ze spadochronem :)

Weekend...- Najlepszy weekend jaki miałam :) I nie przesadzam, moi chości zorganizowali imprezę walentynkowo - przywitalną na moją cześć - tak wiem  że jestem tu dokładnie miesiąc i 9 dni ale nie mieli wcześniej czasu, a czemu byli zajęci to opiszę poniżej. Jeśli chodzi o niedzielę, spędziłam ją z dwoma Polkami AuPair'kami na shoppingu, więc czego chcieć więcej do szczęścia?! m
Moi hości zgodzili się zaprosić jedną z AuPair na noc - pozdro Kaśka, która mieszka ode mnie jakieś półtora godz co nie jest taką tragedią jeśli chodzi o ilość mil do przebycia, ponieważ droga która nas dzieli wiedzie przez bardzo ładne miasteczka i krajobrazy (nie nawidze jechać za długo na autostradzie bo zasypiam...) Wracając do imprezki poznałam bliżej ludzi z którymi trzymają się moi hosci, poznałam bliżej Kaśkę, no i poznałam uwaga uwaga... ANDRES'a mmm :) ciacho z Kolumbii w różowej koszulce - tak wiem, cicho proszę się nie śmiąć hahaha co prawda nie znam go dobrze i jest chyba rok ode mnie młodszy ale zaprosił mnie na kawe lub coś mocniejszego hahaha :D Postaram się napisać o nim coś więcej w kolejnej notce, jak narazie wiem że lubi chodzić na siłkę i grać w nogę - chyba dobrze, co nie?!
Jeśli chodzi o sobotę to moi hości zorganizowali quiz dotyczący polski i usa co uważam za bardzo miłe z ich strony (np jedno pytanie brzmiało które państwo USA czy Polska zjada więcej ziemniaków? OFC Polska, a kolejne, które więcej produkuje... Ja znałam odp, a wy? No mozna się domyśleć że nie Polska :) Wystarczy porównać wielkość USA i Polski :) Główną atrakcją wieczoru była pizza robiona przez moją hostkę i uwaga uwaga pączuszki! Tak tak tak :) Pączki :) z czekolada :D Już wiem, że nie mogą się doczekać kiedy znowu je upieczemy.. - niestety smażone nie wyszły, olej był chyba zbyt ciepły.. z resztą to amerykańskie składniki to z nimi było coś nie tak :D  Ale przed imprezką...

Rano w sobotę zanim jeszcze zjedliśmy śniadanko zeszłam na dół żeby zostawić całej rodzince po czekoladce na walentynki... a tam na stole walentynki dla wszystkich! I dla mnei tez :) żałuje ze nie zrobiłam zdjęcia, tak ładnie wyglądały, no i była walentynka dla mnie :) A co w niej...? Czekoladki YORK :) Inaczej, pastylki miętowe oblane gorzką czekoladą i kartka od hostki... Bardzo się ucieszyłam jak to zobaczyłam i w sumie chciało mi sie płakać ze wzruszenia, bo ja wiem że narzekam na tą moją hostkę czasem ale i tak cieszę się że jestem z nimi, i nie zamieniłabym ich na inną rodzinkę :) Może nie powinnam tego mówić po miesiącu, ale czuje, że to jest mój Perfect Match! Zjedliśmy super śniadanko - moi hości ogólnie mają powolny zapłon jeśli chodzi o gotowanie i przyżadzanie posiłków... strasznie dłuho im to zajmuje, nie pamietam kiedy jadłam ostatnio coś gorącego - w takim sensie, że zanim oni się ogarną ze wszystkim to moje jedzenie jest już chłodnawe... ale co zrobić co rodzina to inne dziwactwa, i może dobrze ze moja ma takie właśnie o - a w sumie zanim zjedliśmy śniadanko przyjechała Kasia, zaprosilismy ją na kawę - mimo że wstydnisia nie chciała hihi, i sałatkę owocową, chwilę pogadaliśmy i pojechałyśmy na spotkanie z inną AuPair z okolicy, której nie miałam jeszcze okazji poznać wcześniej. Umówiłyśmy się z nią po 11 a ofc ta przyjechała po 1, gdzie informowałam ją że o 2 bede musiała byc w domu bo mamy imprezę (dodam, że kilka dni wcześniej pisała na FB że strasznie nie lubi jak ktos sie spóźnia i nie rozumie takich ludzi....) więc pogadałysmy z nią ( i jej koleżanką z dzieckiem) przez ok 40min? Podczas tego odezwałam się może z 5 razy bo S. ciągle tylko narzekała na swoją host rodzinkę... Okej, powiedzcie mi jedno... jak można narzekać na rodzinkę skoro samej zaproponowało się że będzie się robiło nadgodziny? Tak, sama powiedziała, że moze robić nadgodziny o ile będą płacić jej dodatkowo 10$/kazda nadgodzinę????????????????? Nie rozumiem,.. co więcej SAMA ONA zaproponowała im że będzie sprzątać ich dom w niedzielę i tez jej za to płacą, a teraz ona próbuje mi wmówić że jej rodzina jest nieuczciwa i ją wykorzystują... HOLA sama się na to zdecydowałaś?! Co więcej ta AP była koleżanką z poprzednią AP moich hostów więc oni ją znają i myśleli że jej rodzina jest zła ale S. nie powidziała im całej prawdy ( o płaconych nadgpdzinach) za to co ja się dowiedziałam, to to że gdyby nie to że ja jestem ich AP to S, byłaby ich nową AP... Ofc nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam to hostom... Ich miny były warte tysiąca dolarów. hahahha :D nie widziałam ich nigdy bardziej zaskoczonych :D Ale co chcę jeszcze wam powiedzieć, dziewczynie najbardziej sie nie podoba że rodzinka ma kamery i podsłuchy w domu i że mogą śledzić jej samochód. no tak to mogę zrozumiec... Ale cóż. Najważniejsze to być sobą ;)

Piątek... Nie stało się nic szczególnego z wyjątkiem tego, że zdałam prawko i mam North Carolina's Driving License! Hahaha :D ale sie ucieszyłam :) test nie był trudny, poćwiczyłam wcześniej pytania - niestety były inne, na stronie jakiejs internetowej, a książkę przeczytałam może ze 2 razy :) Jeśli chodzi o samą jazdę, trwała może z 10 minut i co musiałam zrobić to..: 1. zapalić światła, kierunkowskazy i przycisnąć hamulec,zartąbić, 2. wyjechac na ulicę i przestrzegac znaków drogowych, 3. cofanie na trzy... koleś wybrał dosyć wąską ulicę i wjechałam na trawe, na co mówie ze przepraszam ze wjechałam a on... to nic, wiem ze wąska ta uliczka.... hahaha 4. zatrzymac sie na jego znak... 5. wrócić do DMV.... Wiecie co... to było nic! Pestka :) no i za prawko zapłaciłam 4$ :) Wy też tyle powinnyście zapłacić, ponieważ nasze prawko wazne jest tak jak wiza przez rok.

Czwartek - tłusty czwartek.. Zjadłam chyba za duzo czekolady... albo marchewki bo cały dzień wymiotowałam czekoladową marchewką - tak hostom nic nie mówiłam o czekoladzie tylko o marchewkach hahaha :D Przepraszam że ujełam to tak szczegółowo ale czy można wymiotować przez czekolade...? Hihihi :) Co do tłustego czwartku to ofc były pączki :) Ale uwaga... Możliwością jest również to, że wymiotowałam przez to że sie zestresowałam, bo pączki nie chciały mi wyjśc haha ( chce mi sie z tego śmiać jak sobie przypomne :D) ciasto nie chciało się kleić, marmolada wyciekała, olej za gorący, pączki się paliły a w środku nadal surowe.. MASAKRA! Ale przyszła moja niemalże perfekcyjna hostka i uratowała mnie i i pączki.. Wpadła na pomysł żeby je upiec - też o tym myślałam, ale chciałam żeby bylo tradycyjnie... no i tak źle sie czułam że było mi wszystko bez różnicy... No i wyszły idealne :) Dzieci zadowolone i z pełnymi brzuszkami, ja po pół dnia wymiotowaniu i drzemce czułam się o wiele lepiej więc, czego chcieć więcej?!

Jeszcze na zakończenie, chciałabym z wami podzielić się moim najgorszym przeżyciem...
Moja niemalże idealna HM daje mi grafik na cały tydzień w każdą niedzielę... Jakoś 2 tyg temu w piątek Moja HM była odpowiedzialna za Aukcję Dobroczynną na rzecz szkoły, do której chodzą dzieci - szkoła utrzymuje się przez cały rok głównie za pieniądze zdobyte na tej aukcji - tez miałam swój wkład w ten wieczór, mianowicie zrobiłam Tiramissu jako deser dla gości :) ale nie o tym mowa... Moja HM była bardzo zajęta tamtego tygodnia i ja trochę i nie ogarnęłam i ona zrobiła błąd i jednego dnia... dzieci zostały nieodebrane ze szkoły... tak wiem. na samą myśl jestem przerażona... Ogólnie na grafiku była informacja: Jeśli najmniejsza śpi - HM jedzie odebrać dzieci, jeśli najmniejsza juz jest po drzemce to ja ją pakuję i jadę odebrac dzieci.. no to nadeszła godzina żeby odebrać dzieci i słysze jak hostka sie ubiera i wychodzi - mala śpi... no to sobie mysle że ona po nie jedzie.... no i dobrze, wszystko pięknie i idealne ale coś długo nie wracają... jest godzin prawie 5pm przyjezdza hostka i patrze idzie sama... no to mysle sobie ze pewnie dzieci gdzies zawiozła.. Wchodzi do domu i sie pyta co tak cicho... no i gdzie dzieci... A ja na to: JAKIE DZIECI, a ona no moje dzieci... a ja,...: To Ty ich nie odebrałaś?! A ona: ale myślałam ze Ty je odbierzesz,,, przeciez rozmawialismy o tym,.. hahah a ja do niej : no ale przeciez na grafiku jest napisane ze jak mała śpi to Ty pojedziesz... a ona : o matko... dobrze dobrze dobrze... jest dobrze... dzieci są w świetlicy są bezpieczne i... No to Karolina na to w ryk... hahah hostka w jeszcze wiekszym zakłopotaniu i mówi zebym sie nie denerwowała i ze jest dobrze ze to jej wina.. hahahahha a co najlepsze to jej komentasz : O Matko! Mój mąż będzie na mnie zły że doprowadziałam cię do łez... hahaha serio?! No ale wszystko dobrze się skończyło ;) jak sobie teraz przypomne to mi sie chce śmiać ale wtedy byłam naprawdę przerażona....

Tyle na teraz... Trzymajcie za mnie kciuki jutro - o ile znowu nie odwołają zajęć...
I do przeczytania niedługo ;)

środa, 28 stycznia 2015

Moje wrażenia...

Nie wiem od czego zacząć, czuję że brakuje tu około 20 postów, ale cóż lenistwo wzięło górę...
Mieszkam w Północnej Karolinie od dokładnie 20 dni. Jak narazie wszystko jest oki. No właśnie oki :) Zawsze mogło być lepiej ale i gorzej. Na chwilę obecną najwięcej czasu zajmuje mi podjęcie decyzji jaki kurs wybrać i kiedy zdawać prawko. No tak inne dziewczyny pewnie muszą zrobić stanowe prawo jazdy do ich rodzinka je do tego zmusza a ja chcę dla samej siebie :) Oczywiście przygotowania idą pełną parą! Juz zaczełam rozwiązywać testy na różnych stronach - ale mimo wszystko wypadałoby przeczytać tą książkę hahaha :) Ale jest jak jest, dobrze jest :)
A co do zajęć to też nie wiem. Obecnie nie ma kto mi doradzic bo moja hostka mimo ze nie pracuje - od zawsze w sumie...(?) jest zajęta wolontariatem na rzecz szkoły do której uczęszczają jej dzieci.

No ale to może troche o mojej rodzince. Hości są spoko - aczkolwiek hostka jakaś dziwna jest. Coś mi w niej nie gra i jeszcze nie wiem co ale mam nadzieje ze niedługo się dowiem haha :D Host - chyba nikt nie ma lepszego hosta ode mnie, mega w porządku, żartowniś i mimo że najwięcej przebywa poza domem to wszystko ogarnia perfekcyjnie :) Uważa swoją żonę za księzniczkę :D haha i chyba cos w tym jest bo ona w sumie to tak sie niekiedy zachowuje (wykluczam w tym przypadku faktze jest w ciązy, jedno z drugim się nie łączy :P ) A co do dzieci, to mój nastarszy podopieczny - 8,5 roczny chłopiec jest całkiem do ogarniecia - ale nie przez rodziców, ostatnio zaczął się buntować i rodzice nie wiedza co z tym zrobić bo dla nich to nowa sytuacja i myślą że wszystko da się załatwić rozmową (niemal ze szeptem bo moja hostka tak wlasnie rozmawia z dzieciakami) ale nie moje dzieci nie mó problem :) nie przyjechałam tu zamartwiać się czyimiś problemami. Młodsza jest prawie 5 cio latka ( za 2 tyg ma urodziny ) najbardziej rozpieszczona ale matka akurat ją ogarnia :) ciągle by seidziała w moim pokoju - o dziwo jeszcze mi to nie przeszkadza, poprostu to ignoruję, a na koniec najmłodsza 18 miesięczna dziewczynka - która ofc jest najcudowniesza na swiecie i przytula tak mocno ze nie da się opisac tego uczucia, poptrostu czujesz ze Cię kocha i ze Ty ja kochasz. Co prawda trochę nam sie nudzi w ciągu dnia jak matka jest w domu (a prawie codziennie jest) zabawa nie jest taka sama, dobrze wiecie ze jak dziecko widzi mame to chce z nią być niewazne jak bardzo lubi swoją AuPair ;) a no mamusia siedzi sobie w kuchni i chyba mysli ze dziecko z niania ma siedziec caly dzien w pokoju zamkniete. Ale cóż :) Damy sobie z tym radę lepiej jak tylko się troche ociepli! :)

A co do moich odczuć po prawie trzech tygodniach tutaj? W sumie to wszystko jest tak jak miało być ( chyba ) gdyby tylko hostka była trochę mniej naburmuszona i bardziej wyluzowana :) Osobiście mi sie podoba gdzie mieszkam - mimo że nie ma tutaj nic :D haha ale juz miałam parę wycieczek samochodowych i jezdzi sie tu calkiem przyjemnie :)

Pozdrawiam gorąco!
KaKaro

niedziela, 30 listopada 2014

Jeszcze tylko miesiąc.

To już prawie zaraz, milion myśli, czy dobrze wybrałam czy nie lepiej było pogadać i zmatchować się z innymi rodzinkami, ale co sie stało się nie odstanie i trzeba myśleć pozytywnie ;) Skoro ich poprzednia AuPair tak ich zachwycała to nie może być aż tak źle, prawda? :) Cały czas się zastanawiam jak to będzie, czy dzieciaki mnie polubią - a szczególnie najstarsze dziecko - chłopiec 8 lat, ponieważ przyzwyczaił się do ich AP. Średnia dziewczynka prawie 5 lat już nie może sie doczekać kiedy mnie przytuli i pewnie zagada mnie na śmierć ;) ale to dobrze, cieszę się ze jest taka żywa, a co do malutkiej - 1,5 roczku nie powinno być zbytnio problemów.

Ostatnio robiłam pierogi - mój HF powiedział, że koniecznie muszę ich nauczyć robić pierogi, ofc powiedziałam że umiem je robić no bo jak :P Moja HF odżywia się zdrowo, są aktywni fizycznie więc mam nadzieję, że sama na tym skorzystam ;) no w sumie teraz jak HM jest w ciąży to już w ogóle powinna odżywiać się lepiej - chociaż nie jest to powiedziane, nigdy nie wiadomo co przyjdzie do glowy kobiecie w ciąży. A nawiązując do tego, to miałam dylemat co o tym sądzić, czy ciąża nie jest powodem do zerwania umowy z rodziną. Zadzwoniłam do Prowork, oczywiście niczego się nie dowiedziałam, Pani musiała skontaktować się z AuPairCare i po dwóch dniach dowiedziałam się że jakbym chciała zmienić rodzinkę to musiałabym zapłacić karę, za zerwanie umowy, no ale to nie ja zaszłam w ciążę prawda?! No i z tego co powiedziała mi konsultantka Prowork, ciąża każdemu może się zdarzyć w każdej rodzinie - umotywowałam swoje obawy, że nigdy nie wiadomo jak HM będzie się czuła w ciąży, że przez to moje obowiązki mogą się zmienić i boję się że przez to nie będę dobrą AuPair, no ale to nie wystarczyło, więc PÓŁNOCNA KAROLINO - widzimy się niedługo :)

Tak na dobrą sprawę cieszę się niezmiernie że tam lecę... Oczywiście boję się tego, że na początku będzie ciężko (tak wiem, zawsze na początku jest ciężko) albo że ciężko będzie mi znaleźć jakiekolwiek towarzystwo w miejscowości gdzie będę, ponieważ mieszka tam tylko 5 tyś osób, większe miejscowości są oddalone o ok 40 min, a Charlotte - największe miasto w stanie, o ok 2 godziny. Podobno jest tam całkowicie inne życie i nie idzie sie nudzić ;)

Ostatnio w USA było Thanksgiving, po krótkiej rozmowie z rodzinką dostałam wiadomość od HM : This time next year you'll be celebrating Thanksgivin with us! - W sumie nic takiego a jak cieszy :) Pamiętam tam samo ucieszyłam się jak głupia jak dowiedziałam się o tym, że ona jest w kolejnej ciąży. Co prawda nie wiem czy to chłopiec czy dziewczynka bo to dopiero 9 tydzien - ale już dostałam zdjęcie USG od HM.

Jeśli ktokolwiek to przeczytał to pozdrawiam, postaram się zmotywować do częstszego pisania, a obecnie męczę się nad Pre-departure project - ogólnie masakra! :D

wtorek, 11 listopada 2014

Ale że jak?!

No właśnie, to miał być zajeebisty blog o byciu AuPair a będzie o wszystkim. No a co więcej widzicie jak często tu piszę :D Ha ha! No ale coż, nawet jak nikt nie będzie tego czytał to będzie niezła podstawa do napisania później autobiografii hahaha! Wiem wiem. No ale dobra koniec tego gadania. Wczoraj moja HM napisała do mnie że musimy pogadać, myślałam nad tym, co ona nowego znowu wymyśliła.. Ostatnio zapytała mnie czy nie chce odkupić szuszarki do włosów jej byłej (obecnej) AuPair. I co wiecej wiadomość była skonstuowana, że ta suszarka to bardzo fajna ze droga i ze ona chce za nią jedyne $10.. I że HM jej da ta kase a ja jej oddam jak wrócę. Jebłaam. Naprawdę. Nie wiedziałam czy ona zartuje czy co?! No ale i tak mistrzowskie jest moje połączenie z NY do NC (gdzie mieszka moja rodzinka ofc.) Lece z NY do Charlotte, najwieksze miastwo w Karolinie Północnej, skad moja rodzinka mogla by mnie odebrać, bo mieszkają ok. 1,5h od tej miejscowości ale nieee... po co!? Lepiej wykupić mi kolejny lot do Asheville, które jest oddalone od nich o 1h! No ale co by nie było to czekam na tą przesiatkę 2,5godz... No proszę was?! Czy ktos słyszał o czymś takim, bo ja nie. Ale to USA tam wszystko jest możliwe. Jeszcze nie pytałam hostów czemu tak to wyszło bo w sumie nie wiem jak zapytać bo dla mnie to debilizm. Ale cóż. Wracając do tematu... Zaczęłyśmy rozmawiać wczoraj na SKYPE - dzięki temu kto to wynalazł, i ona pyta co tam u mnie bla bla bla i że musi mi coś powiedzieć zanim agencja się do mnie odezwie. No i co byście sobie pomyśleli. Ze rezygnują. Ja już na to czekałam. Czekałam na te słowo... Aleeeee nie!!! Okazuje się ze HM jest w ciąży! Jeeeaaa! Zajebiśście. Bardzo się ucieszyłam ale z drugiej str wystraszyłam... No bo jak to będzie teraz. Ale z dwojga złego to dzieciątko urodzi się w połowie mojego pobytu w USA także nie powinno być tak źle, gorzej jak HM będzie miała humorki w ciąży... Nigdy nic nie wiadomo z ciężarną! :D
A Tym czasem...!
Pozdrawiam!

wtorek, 30 września 2014

Match #4, #5 i #6 - No i się udało!

Po matchu #3 pani łaskawie mi odpisała, rozmawiało mi się  z nią tak średnio, mianowicie zadawała mi milion pytań, po czym zapytała się czy ja mam jakieś pytanie do niej to się zapytałam o typowy dzień jakby wyglądał - już nawet nie pamiętam co mi odpowiedziała, ale cała rozmowa była strasznie chaotyczna, dowiedziałam się jedynie, że ma polska Au Pair, która była u nich już dwa lata no i że są baaaardzo zadowoleni i że żałują ze nie może dłużej zostać... Hmm z drugiej strony to ja nie wiem czy dobrze im się pracowało razem, ponieważ jakby tak było, to hosci powinni zaproponować jej żeby została z nimi a au pair poszłaby na regularne studia - no ale nie wiem, może po prostu nie chciała zostać dłużej... Nieważne. Ale po tej w miarę długiej rozmowie ( ok 30 min z czego mogłam zadać jej tylko jedno pytanie) HM doszła do wniosku, że dobrze by było jakbym pogadała z jej mężem i obecna AuPair, aczkolwiek obudziła się dopiero po ok 12 dniach pytając kiedy mogę porozmawiać z jej mężem - po tym jak już znalazłam swój Perfect Match!

Match #4... Mój wymarzony... Dwie dziewczynki w wieku 1 i 3 latka, lokalizacja - mój ukochany Nowy Jork, a dokładniej to jakieś 15-20 min od Manhatanu... Rozmowa trwała bardzo krótko, ponieważ młodsza dziewczynka latała po mieszkaniu a mama za nią, i z 20 min trwania rozmowy, udało nam się porozmawiać ok 10? No to zapytałam się czy jutro możemy porozmawiać bo biedna tak latała za tą małą, na co matka stwierdziła - ooo to super bo i tak zaraz ktoś do mnie przychodzi. Hmm. Po ok. 30 min dostałam od niej maila ze jednak nie pasuję do ich rodziny ale ze życzy mi sukcesu... Powiem że się trochę zdołowałam bo zależało mi na takiej lokalizacji i wiek dziewczynek fajny... ale co zrobić, jak zapytałam co zadecydowało o tym, że do nich nie pasuje (przypominam ze rozmawiałyśmy ok 10-15 min, ponad to rozmawiało mi siś z nią bardzo dobrze), odpisała ze INTUICJA JEJ POWIEDZIAŁA. No i to wszystko wyjaśnia, kobieta chyba niezrównoważona, aczkolwiek nie ma co się załamywać i ruszać do przodu!

Match #5 był całkiem inny niż wszystkie. Host mama, bardzo bardzo sympatyczna i ciepła, rozmawiało mi się z nią bardzo dobrze, otwarcie mówiła o wszystkim. Uwaga. Poinformowała mnie nawet, że u nich w mieście nie ma żadnej Au Pair, a najbliższa jest jakieś pół godz od nich, natomiast w mieście oddalonym o godzinę od nich jest ich chyba z 10. I to mnie do nich jakoś przekonało, że są szczerzy i otwarci, że nie chcą nic zataić.... Lokalizacja: Północna Karolina, troje dzieci : 8 lat chłopiec, dwie dziewczynki w wieku 4 i 1 (jak tam będę w styczniu to mała będzie miała prawie półtora roczku). Jak się domyślacie najwięcej czasu będę miała spędzać z malutka. Po rozmowie z ojcem i matka a nawet i córkami - nawet z malutka, hahaha :D Podjęłam decyzję, tak to jest to! Chcę z nimi spędzić rok! A dlaczego w sumie nie wiem, wydaje mi się że to ich osobowości mnie przekonały... Po rozmowie z ich obecna au pair, jeszcze bardziej przekonałam się, że chce do nich lecieć. Może będzie mi trudno szczególnie ze nie będzie żadnej Au Pair w pobliżu, ale cóż. Według mnie lepiej jest mieć fajną rodzinkę, niż mieszkać w fajnej lokalizacji i nie mieć dobrego kontaktu z rodzinką. Od razu po matchu dodali mnie do swoich znajomych na FB, wysłali swój nr kom żebyśmy mogli być ze sobą w stałym kontakcie. Niby fajnie ale czasem nie wiem czy i co pisać :P

Match #6 - rodzinka z Minnesoty pod Kanadą, brrr wiedziałam że tam nie polecę bo po 1. zimno a po 2.mieli bliźniaków jednorocznych, do których bym nie czułabym się na siłach lecieć, i dziewczynkę 7 letnią.

No to teraz czekam tylko na dokumenty wizowe i wizytę w ambasadzie :)

Pozdrawiam gorąco i życzę wszystkim znalezienia fajnych rodzinek - niekoniecznie w wielkim mieście ;)

P.S. zawsze wiedziałam że 5 to mój szczęśliwy numerek! :)


poniedziałek, 22 września 2014

Match #3 i .... Czekania ciąg dalszy

Po rozmowach z dwoma pierwszymi rodzinami odniosłam w pewnym sensie klęskę, bo z pierwszą rodzinką rozmowa przebiegła dosyć sprawnie i sympatycznie i byłam zdecycowana już do nich wyjechać ( 2chłopców w wieku 2 i 3 latka), ale stwierdzili, że jako nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z innymi rodzinami, dadzą mi kilka dni zebym mogła sobie porównać i zobaczyć czy aby napewno chcę do nich jechać - no dobra skoro tak chcą.. DZIEWCZYNY JEŚLI POCZUŁYŚCIE CHOĆ NIĆ POROZUMIENIA Z RODZINKĄ, NIE ZASTANAWIAJCIE SIĘ! No i po rozmowie z rodzinką nr 2 - totalna porażka, mama bliźniaków chciała by AuPair była bardziej osobą zajmującą się jej dziećmi i panią do sprzątania/gotowania, a niżeli osobą goszczącą z innego kraju i zajmującą się jej dziecmi/bycie członkiem rodziny, to od razu jej powiedziałam, że już mam rodzinkę i ze mi przykro. No spoko, potem powiedziałam mojej potencjalnej HM że chce do nich jechać ona sie ucieszyła, ustaliłyśmy termin, który pasuje jej i mi, a w nocy dostałam maila :

"My husband and I had a long conversation last night.  I read through all of the Department of State requirements, and the 10-hour a day limit is not going to work with our schedules.  We commute an hour on each end (at a minimum) and also need to put in 40 hours at our own jobs.  

Karolina, you are a ray of sunshine, and I hope you find a wonderful family to live with."

A czy nie mogli wcześniej sobie tego przeczytać?!?!? No cóż, odpisałam że mi przykro ale muszę ruszyć na przód :)

No i pojawił się #3 match.... Troje synów 8,5,1 - hmmm, duża rozbieżność wieku ale cóż, szansę trzeba dać każdemu, więc tak jak poprzednio ja napisałam maila jako pierwsza, i w odpowiedzi dostałam pięć pytań:


  1. "We have 3 energetic boys.  What are you thoughts on how you would spend the day on the days they are not in school?
  1. We are a very loving, supportive family but we have certain expectations regarding how the kids behave, how would you handle a situation where the boys are arguing or doing something against the rules?
  1. Would you describe yourself as self-motivated? In other words, do you take initiative to do things that are not necessarily asked of you?
  1. Do you feel like you are an organized person? Are you comfortable cleaning up the kids rooms, doing their laundry and ensuring the house is in orderly condition?
  1. What do you like to do for fun?"


Oczywiście odpowiedziałam jak umiałam - zwracając uwagę na to co pisałam, że jestem kreatywna bla bla bla... I zero odp od trzech dni.
Cały czas mam na profilu rodzinkę tą moją potencjalną, znikną dziś w nocy i zobaczymy co będzie dalej.


Pozdrawiam gorąco ;)



piątek, 12 września 2014

Match #1 i #2

Nie wiedziałam, że to pójdzie tak szybko :D Dwie rodzinki zaraz po otwarciu profilu. Jestem zaskoczona ale pozytywnie. Pierwsza rodzinka - chłopcy, 9 lat, bliźniacy, a druga dwoje chłopców w wieku 2 i 3 latka. Obie rodzinki mi się w miarę podobają, ale chyba wybrałabym tych starszych chłopców. Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć, bo jeszcze z nimi nie rozmawiałam, ale i tak cieszę się, że po kilku godzinach ktoś się odezwał :)

Pozdrawiam ;)

czwartek, 11 września 2014

Zaczęło się...

No tak, jak to się mówi - mam otwarty room. Wieczór pierwszy oczywiście niczego się nie spodziewam, aczkolwiek zastanawiam się jak to będzie :) Jak już wspomniałam w poprzednik poście mam rodzinkę, która zaproponowała mi współpracę, natomiast po rozmowie z inną Au Pair doszłam do wniosku, że jednak z niej zrezygnuje - za dużo obowiązków... Także zaczynam od zera, pełna nadziei, że będzie dobrze! :) Nie śpieszy mi się z wylotem ale wiadomo, że chciałabym mieć już te wszystkie rozmowy z rodzinami z głowy i trafić na jakąś fajną rodzinkę, ale zobaczymy jak to będzie. Oczywiście rodzice już panikują, że dopiero przyleciałam a już znowu chce z domu wybyć :D Tak to już jest - jak raz zasmakuje się Ameryki, chce się tam wracać!
Pozdrawiam :)

sobota, 6 września 2014

Na początek

Zaczęło się od tego, że czytając blogi innych Au Pair w USA, poczułam - a czemu nie napisać własnego bloga. Pierwsza notka jakoś idzie, zobaczymy co będzie potem. W USA byłam już trzy razy, także wiem jak tam jest. A z dziećmi...? Powiedzmy sobie wprost, każdy z nas ma jakieś doświadczenie z dziećmi. Oczywiście na potrzeby programu znalazło się parę ciotek/koleżanek, które potwierdziły nasze doświadczenie. Moja aplikacja poszła sprawnie, już przed zgłoszeniem wiedziałam od kogo wezmę referencje, co zamieszczę na profilu, a nawet do jakiej rodziny chciałabym pojechać. Wysoko ustawiona rodzinka na Long Island, duży dom, szofer, sprzątaczka... Ale czy o to chodzi? Dowiedziałam się że będę musiała pracować "trochę dłużej"  ale że mi to wynagrodzą. Dodatkowo zapewnili mi pracę po dwóch latach współpracy z nimi jako Au Pair - mianowicie dziadek moich potencjalnych podopiecznych właściciel jednego z największych Camp'ów dla dzieci w USA, właśnie na Campie. Zachwycona tą propozycją mówię "czemu nie", najwyżej się przemęczę ten rok czy dwa ale potem będę miała pracę w USA, czyli to o czym pragnę - legalne życie w USA. Mianowicie dziś sobie przemyślałam całą tą fascynującą propozycję i już nie wiem czy warto. Na razie czekam na zatwierdzenie mojej aplikacji i ruszam dalej. Co ma być to będzie. Wiem, że mogę liczyć na inne Au Pair i na wasze blogi. Większość z Was boi się jak to jest jest być tak daleko od rodziny, przyjaciół, tej naszej polskości. Ja doświadczałam to przez trzy lata, co prawda nie przez rok, a najdłużej byłam tam pół roku ale i mogę z pewnością powiedzieć: dziewczyny, nie ma co się zniechęcać, oczywiście Amerykanie są dziwni, mają swoje przyzwyczajenia - do których można, aczkolwiek nie trzeba się przyzwyczajać :) Ja np. nadal mam problem z tym, że większość Amerykanów nie przywiązuje uwagi do takich materialnych/codziennych rzeczy, dla nich nic nie jest na stałe, zawsze można kupić nowe i ogólnie po co się przejmować głupotami - oni żyją z dnia na dzień, nie to co my Polacy martwimy się co będzie jutro, że może jednak kupimy "to coś" ponieważ "przyda się na potem". Oczywiście to tylko jedna z wielu wad ale największą zaletą jest to, że Amerykanie są bardzo otwarci, nie widzą problemu z tym żeby pomóc drugiemu człowiekowi za nic. Za to ich kocham i kochać będę. Jeśli macie jakieś pytania, śmiało - odpowiem na wszystkie!
Pozdrawiam gorąco